276. Wycieczka do Budapesztu i Jarmark Bożonarodzeniowy

grudnia 19, 2018



W podsumowaniu listopada wspomniałam o tym, że Andrzejki spędziłam w Budapeszcie. W ciągu dwóch dni udało mi się między innymi przejść po trzech mostach, podziwiać panoramę miasta oraz Jarmark Bożonarodzeniowy.


Gdy byłam młodsza myślałam, że trzeba mieć bardzo duuużo pieniędzy by móc podróżować. W ostatnim czasie przekonałam się, że nie jest to warunek konieczny. Wystarczy znaleźć odpowiednią okazję, ekipę, wsiąść do jakiegoś pojazdu i za parę godzin można znaleźć się w nieznanym dotąd, zagranicznym mieście. Mój wyjazd do Budapesztu był spontaniczny i w zasadzie niespodziewany.  

DWUDNIOWA WYCIECZKA DO BUDAPESZTU

Na pomysł by pojechać do Budapesztu wpadli znajomi ze studiów. W tym celu koleżanka ,,założyła" swoje biuro podróży o wdzięcznej nazwie ,,Podróżuj z Paulą". W parę godzin zebrała prawię całą ekipę, ale brakowało nam najważniejszego czynnika, czyli kierowcy. Na szczęście jej kuzyn zgodził się na podróż z 4 kobietami (chwała mu za to) i po znajomości załatwił nam samochód dzięki któremu podróż była bardzo komfortowa.



Przez chwilę wahałam się czy wziąć udział w tej wycieczce, gdyż akurat w tym czasie miałam przyjechać do swojego rodzinnego domu i spędzić w nim kilka dni. Przekonało mnie jednak to, że dawno nie widziałam swoich znajomych i stwierdziłam, że fajnie będzie spędzić z nimi trochę czasu i przy okazji zwiedzić zupełnie nowe miejsca. 

ORGANIZACJA PODRÓŻY 

➤Wycieczkę zorganizowaliśmy na 2 dni. Wyjechaliśmy w czwartek w nocy, a w piątek wieczorem byliśmy już w Polsce. W naszą podróż wyruszyliśmy wypożyczanym samochodem Nissan Qashqai. Podróż minęła nam bardzo komfortowo i jak się później okazało szyberdach to wielka zaleta tego pojazdu! Przejeżdżając przez mosty i wąskie uliczki mogliśmy z wnętrza samochodu podziwiać piękną architekturę. 

Za winiety i wypożyczenie samochodu wyszło po 50 złotych od osoby.

➤Jedną noc spędziliśmy w hotelu. Koleżanka 2 dni przed wyjazdem zarezerwowała nam pokój na stronie booking.com. Do dyspozycji mieliśmy apartamencik z kuchnią, tarasem, dwiema łazienkami, jadalnią połączoną z salonem i trzema pokojami. Wystrój pomieszczeń był schludny i z powodzeniem w takim miejscu moglibyśmy spędzić więcej czasu. 

Za nocleg wraz z parkingiem zapłaciliśmy 51 złotych od osoby. Sam pokój to koszt około 40 złotych od osoby, ale hotelowy parking był dodatkowo płatny - 15  euro. 

➤W Budapeszcie obowiązującą walutą jest forint. Każdy z nas zabrał po około 100-150 złotych wymienionych na forinty. Kwota ta spokojnie wystarczyła mi na zakup jedzenia, pamiątek i jeszcze coś z niej zostało. 

Pierwszego dnia udaliśmy się do miejsca, w którym płaci się pewną sumę i można jeść ile się chce. Miejsce to przypominało mi odrobinę szkolną stołówkę. Dobra opcja dzięki której za niewielką kwotę można się porządnie najeść. Ja pokusiłam się na kawałek pizzy, gulasz, kalafior i sałatki. Zabrałam też kawałek ciasta, ale przyznaję, że to jedyna rzecz, która mi nie smakowała.


W tamtym dniu obowiązywała cena 1490 forintów od osoby, ale napoje nie wchodziły w cenę. Do dziś nie wiem dlaczego kelner każdemu z nas na rachunku naliczył 1690 forintów*. Zabrałam ze sobą rachunek i po wpisaniu słów do tłumacza otrzymałam tłumaczenie ,,napój to jest fajny napój". 

Gastland Bistro Oktogon - więcej informacji i opinii tutaj KLIK

* zagadka rozwiązana. W przypadku jeśli nie zamówi się żadnego napoju, to kelner dolicza 200 HUF do rachunku.

➤Uznaliśmy, że tradycyjnych węgierskich dań spróbujemy na Jarmarku Bożonarodzeniowym. Bardzo kuszący był aromat grzanego wina, placki po węgiersku i langosze. 

➤Poniekąd na wycieczkę wybraliśmy się bez konkretnego celu. Paulina kupiła przewodnik, dzięki któremu dowiedzieliśmy się czegoś więcej o mieście, budynkach i pomnikach oraz pokonaliśmy wyznaczone w nim trasy.



Główne atrakcje jakie zwiedziliśmy: 

Most Wolności, Most Łańcuchowy, Most Elżbiety w Budapeszcie - każdy z tych mostów przeszliśmy pieszo

Jarmark Bożonarodzeniowy i Bazylika św. Stefana 

Wyszliśmy na Górę Gellarta, zobaczyliśmy Pomnik Wyzwolenia i panoramę miasta


DZIEŃ W BUDAPESZCIE

Z miejsca zamieszkania wyjechaliśmy po 3 w nocy i około godziny 11 byliśmy pod naszym hotelem. Recepcjonista pozwolił nam zaparkować samochód na parkingu podziemnym. Tak stromego wjazdu na parking jak żyję nie widziałam. Baliśmy się czy w ogóle samochód się zmieści, ale na szczęście nasz kierowca dał radę. W samochodzie zostawiliśmy bagaże i na resztę wędrówki udaliśmy się pieszo. 



Hala targowa w Budapeszcie - pierwsze miejsce, które odwiedziliśmy. Nasze zwiedzanie odbyło się trochę na zasadzie wejść i wyjść. Głównie dlatego, że chcieliśmy wrócić tam na drugi dzień i kupić pamiątki za pieniądze, które by nam zostały. Hala zachwycała mnogością kolorów i towarów. Można było w niej kupić owoce, warzywa, mięso, ryby, produkty regionalne, słodycze oraz pamiątki. 




Przeszliśmy przez długi zielony Most Wolności i wspinając się po schodkach dotarliśmy na Górę Gellérta i pod  Pomnik Wyzwolenia. Z tamtego miejsca mogliśmy podziwiać panoramę miasta. Wracając kupiłam pamiątkowe magnesy. Po drodze napotkaliśmy pomnik Świętego Gerarda (Gellerta), który swój żywot zakończył w tragiczny sposób - zrzucono go ze wzgórza w beczce nabitej gwoździami.






Kolejnym naszym celem było znalezienie knajpki z dobrym jedzeniem. Ceny w mieście były odstraszające. O wiele taniej jedzenie można było dostać na obrzeżach miasta. Niektóre towary kosztowały nawet 2-krotnie mniej. Udaliśmy się do wspomnianego wcześniej Gastland Bistro Oktogon, w którym płacisz stałą kwotę i jesz ile chcesz. 


Następnie udaliśmy się do hotelu, chwilę odpoczęliśmy i wybraliśmy się na Jarmark Bożonarodzeniowy. Przy okazji wstąpiliśmy do Bazyliki św. Stefana. Architektura tego miejsca wywarła na mnie ogromne wrażenie. Po wyjściu z Bazyliki zgasły wszystkie światła, co nas odrobinę zaniepokoiło, ale po chwili na fasadzie budynku pojawiły się zachwycające iluminacje. Staliśmy w najlepszym możliwym miejscu i z zachwytem oglądaliśmy całe przedstawienie.




Na samym Jarmarku nie zrobiłam zbyt wielu zdjęć. Było mi zimno i nie zabrałam ze sobą aparatu. W tamtym miejscu mogłam nacieszyć oczy przepięknymi pamiątkami, rękodziełami i węgierskimi potrawami. Prosto z Jarmarku udaliśmy się pod budynek Parlamentu w Budapeszcie. Wracając pokusiliśmy się na zakup typowo węgierskich specjałów. Każdy z nas kupił Tokaj - słynne węgierskie wino. Oczywiście z całej naszej gromady tylko mnie poproszono o dowód.



Aplikacja zliczająca kroki pokazała mi, że tamtego dnia zrobiliśmy prawie 25 tysięcy kroków, co dało dystans ponad 17 km. Resztę wieczoru spędziliśmy w hotelu grając w różne gry planszowe, rozmawiając i oglądając węgierską telewizję.

NASTĘPNEGO DNIA

Drugi dzień nie był dla mnie taki intensywny. Obudziłam się z okropnym bólem głowy. Resztę zakupów zrobiliśmy w Centrum Handlowym i tam też zostałam z jedną z koleżanek. Reszta ekipy wróciła na Jarmark Bożonarodzeniowy by tam skosztować węgierskich specjałów. Około godziny 14-15 wyjechaliśmy z Budapesztu i po 21-22 byliśmy już w naszych domach. 

Budapeszt zachwycił mnie swoją przepiękną architekturą i bardzo chciałabym jeszcze wrócić do tego miasta, ale w sezonie letnim. Niska temperatura na zewnątrz dawała mi się we znaki, a pogoda nie zachęcała do robienia zdjęć. Mimo wszystko bardzo cieszę się z tego wyjazdu i czasu spędzonego ze znajomymi. Już planujemy kolejne wycieczki i zrobienie wspólnej wigilijki inżynierów ;)

Zapraszam Cię na mój Instagram @adazet 


Byłeś/aś kiedyś w Budapeszcie? :) Co zachwyciło Cię w tym mieście?

You Might Also Like

7 komentarze

  1. My też chcemy się w końcu wybrać :) ♡

    OdpowiedzUsuń
  2. Budapeszt jest przepiękny, choć jak i Ty, miałam okazję podziwiać go przez krótki czas, bo byłam tam w ostatni dzień mojego pobytu na Węgrzech i to tylko przez 4 godziny. Niestety jest problem z miejscami parkingowymi, które są wszędzie płatne i dość drogie, a o sam Budapeszt zahaczyliśmy w drodze powrotnej do Polski i to ze względu na kupioną winietę :) Bardzo Ci polecam sam Balaton, ja byłam w mieście Siófok i jestem zachwycona. Ceny mnie zaskoczyły, bo spodziewałam się, że będzie bardzo drogo, a jedzenie w niektórych miejscach było bardzo tanie. Nie sądziłam, że wynajęcie samochodu wyniosło Was tak mało! Zawsze wydawało mi się, że to majątek, a tu się okazuje, że niekoniecznie, zwłaszcza, gdy kwota jest dzielona na kilka osób :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Już ze zdjęć bije niesamowity klimat tego miasta! Ja też chciałabym się do niego wybrać, ale jeszcze nie wiem kiedy niestety... Myślę, że okres bożonarodzeniowy to idealny czas na krótkie wycieczki. Fajnie, bo pozwiedzaliście i zobaczyliście jak świętują ludzie w obcym państwie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Budapeszt zachwyca architekturą, a widoki z mostami i miastem w tle są w mojej opinii niezwykle malownicze, tym bardziej żałuję, że wciąż nie dane mi było zobaczyć ich na własne oczy, a jedynie w fotorelacjach innych osób. Jednak jakby nie było takie zdjęcia i wpisy zawsze przyjemnie się ogląda, a przy okazji można dowiedzieć się czegoś praktycznego, co może przydać się w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepiękne zdjęcia! Też kiedyś chciałabym tak spontanicznie gdzieś pojechać i coś zwiedzić, to takie moje małe i ciche marzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Powiem Ci, że ten post to taka mała inspiracja dla mnie. Marzy mi się dużo podróżować, a tutaj pokazujesz, że faktycznie nie trzeba mieć bogactwa, żeby po prostu zwiedzać kraje. Takie spontaniczne wyjazdy są naprawdę super sprawą:) A zielony Most Wolności robi wrażenie na zdjęciu, a co dopiero widzieć go na żywo. Marzy mi się Budapeszt i na pewno kiedyś go odwiedzę, chociażby tak, jak Ty, na te dwa dni:) Mam nadzieję, że uda Ci się tam wrócić w sezonie letnim! Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam w planach Budapeszt, kiedyś się tam wybiorę! ♥

    http://istotaludzkaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

*Dziękuję za Twój komentarz!
*Gdy mam czas, to odwiedzam komentujące osoby.
*Jeśli prowadzisz bloga, to wierzę, że potrafisz napisać więcej niż dwa słowa ;)
*Obserwujesz? Poinformuj! Wtedy szybciej do Ciebie trafię :)